Misja: Chrzciny Gabrysi i Bieg ku Wolności (oraz Ołtarzowi) w Mirczu!
Kochani, przygotujcie chusteczki… nie, nie tylko do ocierania łez wzruszenia! Będą potrzebne do powstrzymania ataku śmiechu! Bo oto nadszedł ten dzień – Chrzciny małej Gabrysi. A działo się to wszystko w urokliwym Mirczu!
Zacznijmy od początku. Aura była piękna, kościół w Mirczu przystrojony, a Gabrysia, ubrana w biel i otoczona rodzicami i chrzestnymi, wyglądała jak anioł. Tylko, że ten anioł… ma już charakterek!
Wszystko szło zgodnie z planem: chwila zadumy, piękna homilia, aż w końcu nadszedł moment kulminacyjny przy ołtarzu. Rodzice dumnie trzymali swoją pociechę, a ja, uzbrojony w aparat, czekałem na te wzruszające, spokojne ujęcia.
I wtedy się zaczęło! Gabrysia, najwyraźniej uznawszy, że stanie się Chrześcijanką wymaga od niej natychmiastowego rozwoju fizycznego, postanowiła postawić pierwsze kroki w życiu! I to gdzie?! Na samym ołtarzu!
Nikt, absolutnie nikt, się tego nie spodziewał. Malutkie nóżki, niepewne jeszcze ruchy, a tu taka scena – Dziecię Łaski, niczym sprinter na linii startu, rusza w stronę Tabernakulum. Rodzice w ułamku sekundy przeszli od dumy do paniki, próbując złapać małego uciekiniera, a Ksiądz… cóż, chyba sam nie wiedział, czy ma chrzcić, czy biec!
To było czyste, nieskrępowane szczęście i energia. Widok Gabrysi, która symbolicznie “ruszyła w świat” właśnie w tym uroczystym momencie, wywołał falę śmiechu i ogromne wzruszenie. Przecież to idealna metafora: zrobienie pierwszego kroku w nowej wierze i w nowym etapie życia, i to z takim przytupem!
Dla mnie, jako fotografa, to był strzał w dziesiątkę! Ten kadr jest najlepszym dowodem na to, że nawet w najbardziej uroczystych chwilach, życie pisze najzabawniejsze i najbardziej szczere scenariusze. Żaden reżyser by tego nie wymyślił!
Drodzy Rodzice Gabrysi, składam Wam najszczersze gratulacje! Życzę Wam, by Wasza córeczka zawsze tak śmiało kroczyła przez życie, nawet jeśli jej trasa będzie czasem prowadzić… przez ołtarze w Mirczu i poza nim! I pamiętajcie, macie w domu przyszłą sportsmenkę, która na pewno nie będzie bała się wyzwań.
A ten pierwszy krok? Został uwieczniony. Na szczęście, bo nikt by mi nie uwierzył! 😉
Zobaczcie sami galerię pełną śmiechu, wzruszeń i… sprintów!
